poniedziałek, 25 marca 2013

Powrót



Powroty zawsze są ciężkie. Kiedy dziś wróciłem po chorobie na trening po nieobecności poczułem, że odzyskuję siłę. Na treningu nie licząc zawodów nie byłem aż 10 dni. Dla mnie to bardzo duża przerwa.


W poniedziałki jak zwykle robiliśmy siłę. Chciałem robić wszystko na obciążeniach, które robiłem przed chorobą. Łatwe to nie było szczególnie, że dziś mieliśmy wyciskania na ławce prostej, wyskoki z półprzysiadu, rwanie, wykroki ze sztangą na odcinku no i na koniec półprzysiady. Szczególnie przy  trzech powtórzeniach na rwaniu z 40kg czułem, że granica między upuszczeniem sztangi na głowę a przeżyciem jest niewielka. Ale dzięki mojemu wiernemu kompanowi treningowemu Piotrkowi dałem radę i z tekstem Never back down kończyłem trening.

Miejmy nadzieję, że pogoda wkrótce się poprawi i będzie można robić szybkość na dworze.  Niektórzy tak jak Usain Bolt na fotografii poniżej na brak słońca nie mogą narzekać, i mogą śmigać na stadionie w blasku słońca





Wiosenne gdyńskie halowe zawody






Kiedyś przeczytałem że organizm w szczycie formy jest podatny na choroby. Chyba w tych słowach jest trochę prawdy, ponieważ tydzień przed gdyńskimi zawodami miałem najpierw problemy z plecami, a potem dopadło mnie przeziębienie. Nie byłem w stanie chodzić na treningi i zastanawiałem się jak pobiegnę. Na moją niekorzyść zawody odbywają się miesiąc przed rozpoczynającym sezonem, a więc jestem jeszcze w okresie przygotowawczym kiedy nie powinienem szybko biegać. Dodatkowo w dzień zawodów wstałem o czwartej podziwiać wschód słońca. Ale stwierdziłem co ma być to będzie. Startowałem w biegu na 50m. W biegu eliminacyjnym wyszedłem świetnie z bloku i mimo słabszej końcówki wygrałem swoją serię. Do finału wszedłem z czwartym czasem 6,36. Przed finałem dobrze się skoncentrowałem i  nucąc piosenkę Bon Jovi'ego Livin on a prayer, którą słuchałem przed zawodami wszedłem w bloki. Niestety dość zostałem w blokach i musiałem gonić rywali. Walka toczyła się do samego końca i dobrym rzutem na mecie wywalczyłem trzecie miejsce czasem 6,20 poprawiając znacząco dotychczasową życiówkę 6,35. Oprócz medalu i dyplomu dostałem czapeczkę i breloczek z logiem Gdynia. Patrząc na przeciwności jakie miałem jestem bardzo zadowolony z tego wyniku.

Na uwagę i gratulację zasługują wyniki moich znajomych z klubu.
Najlepiej z nas zaprezentował się Szymon Rudek który wygrał gimnazjalny skok wzwyż wynikiem 1,95m.

Inne wyniki to
Podstawówki
Julia Stańczyk 2m w biegu na  na 50m
Gimnazja
Laure Teyssonnières 1m w biegu na 50m
Laura Chalecka 2m w biegu na 50m
Małgorzata Krakowska 1m w finale B na 50m
Konrad Nikodemczuk 3m w finale B  na 50m
Aleksander Wachowski 2m w skoku w dal
Liceum

Daniel Baranowski 2m w biegu na 1000m
Krystian Chorab 2m w skoku w dal






Wschód Słońca



W mojej wspaniałej szkole istnieje grupa BPP czyli Bractwo Poszukiwaczy Pereł. Jest grupa osób która pod przewodnictwem dr Dariusza Piaska, jeździ na różne wyprawy. Grupa ta prawie co miesiąc gdzieś wyrusza. Z racji treningów nigdy nie miałem czasu pojechać na jakoś wycieczkę z BPP. W końcu nadarzyła się okazja żeby przeżyć swój pierwszy raz z BPP. A mianowicie grupa BPP zgodnie z dwudziestoletnią tradycją wybierała się oglądać pierwszy wiosenny wschód słońca. Aby dotrzeć na do Orłowa na Klif musiałem wstać o czwartej rano. Zważywszy na to, że był to mój wolny dzień od zajęć lekcyjnych było to bolesne. Ubrałem się bardzo bardzo ciepło i udałem się w poszukiwaniu przygód. Po wyjściu z domu zobaczyłem krajobraz bardziej styczniowy ale po upewnieniu się że mamy 21 marca udałem pod miejsce zbiórki. Z naszej szkoły wybrało się szesnaście osób w tym dwie moje koleżanki z klasy Justyna i Ewelina. Na Klifie spotkaliśmy grupkę około piętnastu osób, które również przyszły podziwiać wschód słońca. Wybiła godzina piąta czterdzieści, kiedy słońce powinno wschodzić i niestety... zgodnie z dziesięcioletnią tradycją chmury przysłoniły nam słoneczko. Mówi się trudno. Potem poszliśmy spalić a następnie utopić marzannę. Mamy nadzieję że to wydarzenie spowoduje, że przyjdzie do nas upragniona wiosna















Następnie wróciliśmy brzegiem morza na rekolekcje adwentowe. Tutaj powstaje pytanie czy można lepiej zacząć dzień? Wszystkim którzy są zestresowani mają depresję polecam zacząć dzień od spaceru lub joggingu brzegiem morza. Wasz dzień od razu będzie lepszy





niedziela, 24 marca 2013

Trochę o mnie

Moje crazy life. Tak zatytułowałem mojego bloga, ponieważ chciałbym się z Wami dzielić tym, co robię i przeżywam. W skrócie o mnie to nazywam  się Jaś i uczęszczam do 3 LO w Gdyni. Moją główną pasją jest lekkoatletyka. Trenuję w Wojskowy Klubie Sportowym Flota Gdynia. Moimi koronnymi konkurencjami są biegi krótkie, a od niedawna także trójskok. Jestem również głęboko wierzącym katolikiem i w Kościele mam zaszczyt pełnić funkcję ceremoniarza pontyfikalnego. Czas wolny oprócz wymienionych powyżej rzeczy lubię spędzać czytając książki, oglądając filmy i przygotowując, a potem kosztując ciekawe potrawy. Chciałbym, abym o tym właśnie był mój blog, a więc sporcie, Kościele, literaturze, filmie, kuchni, a także różnych ciekawych wydarzeniach w moim zwariowanym życiu :-)